Wspólne pasje

muzykaNie do końca rozumiem pracę moje męża. To znaczy wiem czym się zajmuje, czasem nawet o tym rozmawiamy. Ale gdy po raz kolejny mówi mi, że zastanawiają się nad jakimiś klapami rewizyjnymi, ściankami działowymi, instalacjami, to zaczynam zwyczajnie głupieć. Za dużo tych pojęć, niejasności, typowego dla nich slangu, z którego nie wiem praktycznie nic – jak np klapy rewizyjne…. Jak już wcześniej pisałam – nie dość że właściwie mam wrażenie że non stop jest w pracy – bo co chwila ktoś dzwoni, to jeszcze jak już nikt nie dzwoni – cały czas język budowlany jest na tapecie… Generalnie wolę swoje zajęcie zawodowe. Zajmują się kosmetyką i z powodzeniem od paru lat prowadzę własną firmę. Mam sporo klientek, stąd i pracy nie brakuje. Muszę zastanowić się nad zatrudnieniem jeszcze kogoś. Z drugiej strony, gdybym to ja zaczęła opowiadać mężowi, czym zajmuję się w pracy, pewnie on zdurniałby, jak ja wtedy, gdy prawi o swoich zaprawach, bębnach, daszkach i innych elementach. Wymieniamy się mimo wszystko czasem swoimi przeżyciami i doświadczeniami z pracy. Nie da się jednak ukryć, że nieustanne rozmowy o tym byłyby dla obydwu stron zbyt nudne. Dobrze, że mamy choć wspólną pasję. Wyjeżdżając w góry i słuchając muzyki, nie pada ani jedno słowo o pracy. Potrafimy nie odezwać się do siebie słowem przez godzinę czy dwie – jeśli tylko coś pozytywnego leci w tle:)